środa, 2 stycznia 2013

z duszą na ramieniu...

W tym domu jednak nie ma zależności pomiędzy szczęściem i nieszczęściem a częstotliwością zaglądania do lodówki. A wydawało mi się, że jakaś drobna wrażliwość żołądka jest.

Nieszczęśliwa podjadam bez końca, cokolwiek ale podjadam, byleco. Szczęśliwa gotuję. Na pełnej parze. I jem, ciągle jem.

Reszta organów również ma się dobrze. Przywykły wszystkie do niskiej temperatury. Czasem szwankuje mózg. No ale tak już jest od zawsze.

Zima okrutnie łagodna jest, kolubryna śpi na dworze.

Ja sypiam trochę z duszą na ramieniu, chyba że druga dusza obok śpi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz