jeden wdech...
Cisza opadła na łąkach bezgłośnie. Słońce ziewnęło nad horyzontem. Sarny zastrzygły uszami. Coś się zdarzyło. Zwichrzyło ciało, sfilcowało futro. Byłam między nimi wczoraj. Będę między nimi jutro. Na wyciągnięcie dłoni. Jeden wdech. Ten mech, tamta chwila. W trawie splątane marzenia. Wyschnięta do bólu ziemia. Nie byłam nigdy g łodna. Ale byłam spragniona. Zakwitnę jak zawilec leśny. Jak naparstnica. Rozrosnę się j ak chwast na ogrodzie. Nocami będziesz mi się śnił. Zdarzał jak maki na kwietnej łące. Zdziczałe. Jak my. P.S. Lepiej się czyta z tym w tle. Choć nigdzie w sumie nie idę: https://music.youtube.com/watch?v=ms3AmlCFGqw&si=soyAblQ75OFbkwhy