sobota, 9 czerwca 2018

zawzięcie...

Wzniosłam się na wyżyny kreatywności i napisałam, że jestem rozczarowana. Bo jestem.

Ale szybko doszłam do siebie, jak to zwykle ja. Bez znieczulenia, pozbierałam swoje kredki, podniosłam koronę i założyłam ją sobie na głowę. Będę gdzie indziej zwracać na siebie uwagę. Bo mogę.

Pozostał miesiąc do pewnego szalonego dnia. A tam dnia, tygodnia. Jest co świętować. Dziecko w sobie mam, nie że znowu, ale właśnie, że zawsze i infantylne podejście do świata. Tak powinno być. Pomimo trzydziestu lat.

A oprócz tego szukam mieszkania. Mężczyzna z efektem "wow!" szuka domu. Kto pierwszy ten lepszy, ale ja jakieś dobre przeczucia mam.

Ja będę szukać tu, a on niech szuka na innym kontynencie. Z uporem maniaka. Zawzięcie.

sobota, 2 czerwca 2018

nie wszystko...

No, świetnie się bawiłam pisząc i ogłaszając wszem i wobec, że Radar nas na drugi kontynent sprowadza. Zaiste, oczywiste, mógłby ktoś powiedzieć, że wiedziałam.

Nie wiedziałam. Nie sądziłam, że można ot tak. Przewracać życie komuś do góry nogami.

No dobra, wiedziałam. Nie jeden raz to komuś zrobiłam. Powiedziałam i przewidziałam. Pani Julii, że będzie miała strych i dach nowy nad głową i że się zakocha... ła. Aleksandrze, żeby się nie bała, że znajdzie nową pracę, bo aż się pali. Mężczyźnie z efektem "wow!", że jego życie się na nowo zacznie, bo stare się za chwilę doszczętnie spali.

Któremuś tam powiedziałam, że będzie żałował. Innemu, że się zakocha. Połowa tych ludzi do dzisiaj nie rozumie albo do dzisiaj ma focha. Obrzydliwe rzeczy chyba ludziom robię, bo we wszystkim, co mówię jestem cholernie szczera. Tracę, choć nie wszystkich i tracę, choć nie wszystko. 

Ale jestem prawdziwa i żywa. I wszystko po mnie jak po kaczce spływa.

poniedziałek, 7 maja 2018

czas i miejsce...

Odbiło mi z wiosną totalnie. Patrzę w lustro i widzę się. Dokładnie taką, jaką się od jakiegoś czasu widzieć chciałam.

Jestem szczęśliwa i zajarana. Po prostu robię swoje. Codziennie robię swoje. Nawet robiłabym bardziej, ale spalone od słońca mięśnie mówią nie. Nie, bo byłaś na rowerze, już Ci nie wejdzie abs. Daj spokój z tym rowerem, na Harpaganie wybrykałaś się. Daj spokój und du sprichst Deutsch.

Codziennie. Day after day. Bo widzicie ja mam plan. Nie miałam planu dziesięć lat temu, bo byłam młoda i głupia, a teraz wciąż jestem młoda, ale już nie taka głupia, o nie. Na wszystko jest czas i miejsce. Na popełnianie błędów też. Gdybym nie próbowała, nie ryzykowała, bym zwyczajnie nie żyła, po prostu nie wiedziała i z trzydziestoletnim kredytem na karku powolnie umierała.

A poza tym znów wyjeżdżamy z mężczyzną z efektem "wow". Przed nami dzikie przestrzenie, szalenie ciche kuguary, ogromne zwariowane łosie i jeszcze bardziej świrnięte niedźwiedzie.

Radar mówi, że któregoś dnia już nie wrócimy, ale przecież wrócimy po Zu. Będziemy ją tam wychowywać w klatce.

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

ja nie rozumiem...

Przyszła wiosna. A z wiosną nadeszło wiele zmian, wiele planów, wiele realizowanych projektów. I wszystko naraz. Jak zwykle.

A co tam, jest słońce, jest dobry nastrój i dobra temperatura mojego ciała, więc się spod koca wychyliłam i zarządziłam. W domu ma być porządek. A i do wiadomości mężczyzny z efektem "wow!" przekazałam: bałagan robi się sam. Porządek nie.

Mamy w domu zmywarkę i mamy zlew. I ja nie rozumiem. Czemu zlew, z jakiej okazji i  w ogóle dlaczego jest nadużywany, kiedy zmywarka pusta stoi. Po co nam w ogóle zmywarka? Po co w ogóle i w ogóle dlaczego i w zasadzie o co ci chodzi? Powiedział mężczyzna z efektem "wow!".

On nie wie, ja nie wiem, a między nami jest za dużo talerzy, misek, kubków i łyżeczek do cukru. Między nami stanął mur. Nie pozmywanych naczyń mur. A ponieważ ja jestem minimalistką, a nie terrorystką, zamierzam spakować wszystkie naczynia.

Zostaną nam trzy talerze, trzy miski, sztućce trzy i kubki cztery. Jeden zapasowy. A jeśli to nie pomoże, to mężczyzna z efektem "wow" spakuje się sam.

czwartek, 5 kwietnia 2018

dopiero co...

Love, love, love this place which I have found. Osiągnęłam taki spokój, takie flow, że nie znajduję słów. Nice, ha?

Harpagan wrócił na stare śmiecie, to znaczy tam wcale brudno nie jest. Nie, nie, nie. Trawa jest i słońce grzeje, niech się cieszy, niech ma. Niech Pani Zwierząt Maści Wszelakiej krzyków słucha. Niech wie, że o niego dbam. Nawet jeśli ostatnio prawie u niego nie bywam. Jest wiosna, no przecież dopiero co wychynęłam spod koca.

I próbuję ucywilizować mężczyznę z efektem "wow!". Bo ja taka ładna, ucywilizowana wraz z nadejściem wiosny się zrobiłam. Znowu domowy budżet odpaliłam, bo starczało mi zaledwie na jedną parę butów raz na dwa miesiące. Najwyższa pora, żeby starczało na dwie.

Albo cztery. Tylko nie wiem, jak to ukryję przed mężczyzną z efektem "wow!".

Albo nie, jestem odważna. Powiem mu prawdę. Tylko jak?

czwartek, 29 marca 2018

na oku...

Nigdy się nie dowiesz, co świat w sobie zawiera, co Wszechświat przed Tobą ukrywał, jeśli nie sprawdzisz. Myślisz, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki?

Jest. Ale czy kiedykolwiek dłoń po to wyciągnąłeś? Czy sprawdziłeś, co jest za rogiem?

Ja się ostatnio odważyłam. Wstałam i wyszłam. I powiedziałam, może nie wprost, ale całym swoim ciałem i każdą jego najmniejszą cząstką, myślę, że dałam po sobie znać. Że sprawdzam. Jak w pokerze. Podobno. Bo nie gram.

Sprawdzam, co Wszechświat ukrył za zakrętem. Co na leśnym na mnie czekało ostępie. I jestem w ciężkim szoku. Mam się na oku.

Jeszcze nie do końca wierzę, ale być może znalazłam kolejne moje miejsce. Sprawdzam.


piątek, 23 marca 2018

rozgrzewa mnie...

Ostatnie zimy tchnienie. Przynajmniej w mieście. Mam nadzieję, że na wsi też. Bo do końca miesiąca Harpagan w wiejskie włości Pani Zwierząt Wszelkiej Maści zjeżdża.

Ja się jednak nie nadaję na zimowe sporty. Nawet hala mnie nie zadowala. Nawet podły trener i Harpagan udający, że bryka, mnie nie rozgrzeje. Nawet jak hala trzaska, bo akurat wieje. Poddałam się.

Za to rozgrzewa mnie Chodakowska, Mel B i z kapsoicyną Ziaja. I nowych wyzwań perspektywa. I angielski, which I improve, hiszpański, que no requerdo para nada oraz niemiecki, das... Auto, ich bin eine Frau? Nic więcej po niemiecku nie napiszę, bo dopiero podstawowe zwroty ćwiczę.

Ale właśnie sobie przypomniałam. Jak bardzo zawsze się w języki obce wkręcałam. I mimo, że nie jestem biegła w żadnym z tych języków do tej pory, a raczej kiedyś w jednym byłam, pero zapomniałam...

It sounds like the sense of life. Maybe it is. Or maybe it's spring.