sobota, 5 stycznia 2013

co mnie nie zabije...

No nieźle się zaczyna ten rok. Wow.

Wbrew moim przepowiedniom zima uległa i sobie poszła. Najpierw zniknęła warstwa śniegu, potem warstwa lodu, taka podstępna warstwa lodu i w końcu pojawiła się trawa. Trawa w styczniu! Trawa na moim podwórku!

Kolubryna słodko pomyka po drogach, mrucząc przy tym niczym kociak. Jest niezawodna. Jest doskonała w każdym calu. Może to nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale nasz związek naprawdę dobrze rokuje.

A w wiejskiej rzeczywistości zmiany, zmiany, zmiany. Wymarzyłam je sobie, o tak. Albo w złą godzinę zbyt dużo powiedziałam. Zbyt wielu wyzwań sobie życzyłam, ooo tak.

Ale co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Taki na przykład mężczyzna z efektem "wow". No na przykład.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz