środa, 30 października 2013

szansa jedna na milion...

Wszechświat dziś w swej przeokazałości postanowił skupić na mnie całą swoją uwagę. Szansa jedna na milion, ha?

Nie jestem przekonana, powiedziałam ja. Rychło w czas, odpowiedział on. A mężczyzna mojego życia dodał przeciągłe hahaha ahaha aha HAHA HA. Rozkompresowana radość tak się chyba objawia...

Albo szaleństwo. Albo jedno i drugie. Mnie też już to ogarniało, ale chwilowo rządzi mną nieskończone niedowierzanie i chyba brak zrozumienia dla przyczynowoskutkowości zdarzeń ostatniego miesiąca. 

I cała batalia bezkompromisowych hormonów. I mężczyzna mojego życia. To znaczy on wciąż tylko próbuje. Innymi słowy we włościach dzień jak co dzień, nic takiego, to po prostu zmiany. 

Mam pewnie tę skłonność do zmian zapisaną w genotypie. Ciekawe, czy to się dziedziczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz