czwartek, 17 października 2013

nie można mieć wszystkiego...

Lasy, państwowe lasy. Mam nadzieję, że niedługo poznam ich każdy zakamarek, najdrobniejszą ścieżkę, najmniejszą polankę.

Co z tego, że opracowałam najdziwniejszy sposób ich zwiedzania na świecie. Najważniejsze, że wśród drzew znajduję sto dwadzieścia siedem procent szczęścia i osiemdziesiąt osiem procent nadziei. Nigdy nie znalazłam ani jednego grzyba, ale nie można mieć wszystkiego.

Potwierdziłam też istnienie łosi w wiejskich włościach. Widziałam dwa, a to oznacza, że są co najmniej trzy, ponieważ sztuka numer dwa znikąd się nie wzięła.

To ponoć dobry znak, co zresztą dzisiaj nawet w pewien sposób udowodniłam. Naukowo, znaczy się. Ja w ogóle się ostatnio dosyć dziwnymi rzeczami zajmuję. Hodowlą łosi na przykład. 

Ale to nie dlatego, że mężczyzna mojego życia uparcie nazywa mnie klępą. Nie widzę związku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz