czwartek, 24 października 2013

mocno i nieprzyzwoicie...

Harpagany mają nową zabawę. Jak tylko usłyszą, że do nich zmierzam, jeden pojawia się od razu, całkiem na widoku. Drugi całkiem znika.

Chowa się po krzakach, za rogiem, albo za tym pierwszym całkiem. A ja dostaję apopleksji i nerwicy, bo zwykle są razem obydwa i przez piętnaście do dwudziestu sekund tej świetnej zabawy grozi mi wszystko, włącznie z zawałem serca i postradaniem zmysłów.

Takie wiejskie rozrywki chłopaki mają. To zresztą mają do siebie wszyscy mężczyźni mojego życia. Pojawiają się i znikają, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dopiero, jak tą różdżką przez łeb dostaną to się opanowują.

Tymczasem we włościach liście opadają, mgły nad ranem panują, słońce świeci mocno i nieprzyzwoicie, a w kominku raz na trzy dni buzuje brzoza. Porąbana brzoza.

Mężczyzna mojego życia jeszcze tego nie docenił. Ale doceni, gwarantuję mu to. Lepsza porąbana brzoza niż kobieta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz