piątek, 4 października 2013

nie wiem...

Miłość się zawsze znienacka pojawia. Nie potrafi, ot tak sobie, przyjść, po bożemu, zapukać i ewentualnie zostać. O nie.

Miłość napada. Czai się po krzakach, między drzewami przebiega, pod pomostem dryfuje. Zawsze z zaskoczenia i zawsze w nieodpowiednim momencie, taki ma kaprys chyba. Nie wnikam, przecież z nią na bank nie wszystko jest w porządku, skoro pomieszanie zmysłów prowokuje później.

Julia odkryła, że się zakochałam. Żeby tylko, w dodatku z wzajemnością. Te randki z czarną kreską nad okiem, to musiało być to. Nie wiem, co powinnam o tym myśleć i jak na to zareaguje mężczyzna mojego życia. Będzie się działo.

Póki co, za bardzo nie mam na to wpływu i zbytnio się nad tym nie zastanawiam. Ja w ogóle jakieś małe oddziaływanie wykazuję na cokolwiek.

I nie wiem o czym to świadczy. Pewnie o niczym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz