niedziela, 20 października 2013

podobno...

Wpadła mi przez okno ostatnio zagubiona dusza. Jak sikorka trzepotała skrzydłami i rozbieganymi oczami wypatrywała wroga, typu kot.

Było mi przykro. Rozdzierająco smutno. Ale nie chciałam, a może wcale nie mogłam pomóc. Z takimi wrogimi rzeczami (jak na przykład kot) człowiek czy łoś czy sikorka powinny zmierzyć się same. Zaproponowałam jedynie wykopanie dołu na podwórzu, dopóki ziemia jeszcze nie zamarzła i przywiezienie ciała zawiniętego w koc pod osłoną nocy.

Podobno to nie jest TO rozwiązanie. Dla mnie dobre, jak każde inne, poza tym trawa na pewno by ładnie zarosła wszelkie ślady.

No chyba, że ktoś ma szafę, wtedy można takie coś tam ukryć. Zamknąć drzwi, iść na spacer, a po powrocie do domu zużyć dwanaście świeczek zapachowych i pól litra czystego alkoholu, żeby oczyścić atmosferę. 

Każdy ma swoje sposoby. Ja nie mam szafy i nie lubię świec. A kotami przestałam się przejmować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz