środa, 2 października 2013

nie ma to nazwy...

Wakacje w Niebie. Kolejny dzień i kolejna nocka za mną. Tym razem poranek rześki, spokojny, pełen słońca i dobrych myśli w głowie. 

Już wiemy, gdzie popełniłyśmy z Panią błąd pierwszego wieczoru. Never again.

Tak po prawdzie, to ja wiem, dlaczego tu wylądowałam. Z tych samych powodów ląduję wszędzie, gdzie tylko uda mi się uciec. To życie tutaj, ten dom tutaj, te wszystkie rzeczy, które tu robię, to są te same, dokładnie identyczne sprawy, które we włościach własnych mam. I gryzonie są i harpagany i cisza i niebo bez chmur.

Tyle, że ja tu uciekłam. Bo w tym jestem mistrzem i długie nogi mam. Z drugiej strony to sprawia, że we mnie te wszystkie dobre myśli kiełkują. Pomiędzy źdźbłami siana, splatając się z nimi w mozaikę tego, czego mi naprawdę trzeba. Nie ma to nazwy, ale to we mnie jest.

Chociaż zawsze miałam takie przeczucie, że trafię z tym w końcu do psychiatry. Ostatecznie zbyt silna to konstrukcja psychiczna, by dobijać sobą niewinnego człowieka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz