poniedziałek, 4 lutego 2013

na wszelki wypadek...

Są takie wiejskie dni jak ten. Idealne.

Idealne w swojej prostocie, idealne w każdym calu. Idealne jest wszystko, od temperatury otoczenia, po temperaturę wrzenia. Od błękitu nieba, aż po zmierzch. Od pierwszego smsa, aż po ostatni telefon. Nawet jeśli brzmi... rozkosznie przyziemnie.

Ratował się dziś tym ostatnim telefonem mężczyzna z efektem "wow!".

On się ratował, a ja krążownikiem szos radośnie śmigałam, wreszcie, wreszcie po drogach bez śniegu i lodu! Na koniec świata bym za tym mężczyzną pojechała, bylebym mogła w końcu na piątym biegu śmigać! W innych przypadkach okołopogodowych już bym się nieco zastanawiała.

Tak trochę zastanawiała. Tak na wszelki wypadek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz