wtorek, 12 lutego 2013

miejsce dla wszystkich...

Wchodzę do łazienki, a w wannie siedzi Ryszard i macha do mnie swoimi odnóżami i patrzy na mnie sześcioma parami oczu. Uwielbiam go.

Dlatego też grzecznie go informuję o zamiarze kąpieli i wychodzę z łazienki. No dobra, w tym domu kąpiel to rzecz święta i nikt nikogo z wanny nie wyrzuca. Poza tym skoro istnieje między nami pakt o nieagresji, to obydwoje staramy się sobie pod nogi lub odnóża nie włazić. Wracam do łazienki jakiś czas później i Ryśka nie ma. Fantastycznie, nawet wannę spłukał po sobie. Co za cudowny współlokator.

Poza tym on wie, on dobrze wie, co spotkało Wiesia. Tamten z wanny wyjść nie chciał, stał dumnie na środku i manifestował swoją obecność na wspólnym, jakby nie było, terytorium. Teraz jego własne terytorium jest daleko stąd. Może kiedyś przyśle pocztówkę.

Wiejskie włości szykować się też mają wkrótce pod kolejnych lokatorów. W ogóle tu jest jeszcze sporo miejsca dla wszystkich.

A i we mnie sporo empatii i cierpliwości. Jakoś to wytrzymam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz