niedziela, 10 lutego 2013

coś za coś...

Nie może tak być, że wszystko naraz się układa, no nie może być, że marzenia się tak szybko, jedno za drugim spełniają.

Wiejska rzeczywistość ma dobrą aurę najwidoczniej. Ale żeby aż tak? Gdzieś musi być haczyk.

Nevermind. Nie będę się zachwycać aż nadto. To jeszcze nie jest wszystko, czego sobie od życia życzę, ojjj jeszcze nie wszystko. Jednak nie ma rzeczy niemożliwych, można nawet obrotowymi drzwiami trzasnąć jeśli się tylko bardzo, bardzo chce.

Widziałam dzisiaj przez chwilę mężczyznę z efektem "wow!". Przez chwilę czyli oczywiście za krótko. Ale przynajmniej nie było spektakularnych strat, ani w nas samych ani w sprzęcie domowym. Coś za coś. Ale... zapowiedział się z obiadem na jutro.

Czyli Armageddon po prostu dopiero przede mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz