sobota, 9 lutego 2013

kobieta na polu walki, mężczyzna w kuchni...

Wiejska kuchnia wygląda jak po przejściu tornada. Nie doceniałam mężczyzny z efektem "wow!". Oj nie.

Dodatkowo spowodował straty nie tylko kuchenne, ale i osobiste, czyniąc sobie większą szkodę niż otoczeniu. Pretensji mieć nie zamierzam, krzyczeć nie krzyczałam, oczami nie przewracałam. Idealna ja. Niech buszuje w kuchni, ile dusza wlezie. Dopóki mnie żywi całkiem radośnie, przyjmuję jego wybryki z uśmiechem.

Mógłby się jedynie nie uszkadzać zbytnio. Nie tak poważnie. Krew rozmazana na ścianie nie jest w moim style zupełnie. Na szczęście krwi dzisiaj nie było, ot uprzedzam, na wszelki wypadek.

Zresztą jesteśmy dziś siebie warci. Nad okaleczaniem swoich ciał pracowaliśmy równie ciężko. Mam lewe przedramię całe posiniaczone, a prawe ostro nadwyrężone. Zabawy z bronią, ot co.

Kobieta na polu walki, mężczyzna w kuchni. Przepis na związek pełen wrażeń.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz