wtorek, 18 grudnia 2012

to się lubi co się ma...

Postanowiłam wspiąć się na wyżyny kreatywności kuchennej i upiec danie bez piekarnika. No bo nie mam piekarnika. Moja wersja wiejskiej egzystencji oczywiście zakładała jego posiadanie, ale... jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

Na szczęście jest prąd i ciepła woda.

A jednak pieczone ziemniaki to podstawa mojego żywienia. Ciekawe czy mikrofala podoła.

Oprócz tego jednego szalonego eksperymentu i pewnego absurdalnie niewyobrażalnego telefoniczno mailowego maratonu w sprawie - mnie - nie - dotyczącej, otacza mnie dziś spokój i cisza i zalegające podwórko pokłady śniegu.

Jest pięknie. I trochę niebezpiecznie na drodze. Możliwe, że asfaltu nie zobaczę aż do roztopów. Ale nie potrzebny mi asfalt. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz