sobota, 29 grudnia 2012

bez sensu...



Mężczyzna z efektem „wow!” nie przynosi już drewna. Czas dać mu znać, że to był efekt halo? No niech go szlag.

Ale ja daję radę. Rozpuszczam wici. Że biedna, że samotna, opuszczona i w ogóle wystraszona blondynka na prowincji. Łaszą się na to. I te oczy, wielkie, prawie załzawione. Lekki półuśmiech. Zalotne ciach, ciach, ciach. Rzęsami oczywiście.

Zna się te sztuczki. Nie od wczoraj.

Z nowości wiejskich - lekki kryzys tożsamości za mną. Autopacyfikacja alkoholem. Obroniłam ludzkość przed własną furią.

Bo próbowałam doszukać się w tym wszystkim sensu. „Jakiego sensu do cholery?” z przekąsem wtrącił zdegustowany aczkolwiek niezmiennie ukochany Roberto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz