poniedziałek, 31 grudnia 2012

nie mniej...

Z końcem roku autorytatywnie stwierdzam, że to był najlepszy rok mojego życia. Powtarzając za Edith niczego nie żałuję.

A na nowy rok życzę sobie więcej CHAOSU, świętego bałaganu i błogosławionego zamętu!

Więcej wyzwań, wyznań i roztrzepanych chwil. Żadnych wskazówek i kalendarzy, sypialni w kolorze czerwieni, niech mi się wszystko mieni. I nie odmieni.

Podniebnych lotów i bezbolesnych upadków, rozgwieżdżonych nocy i kilku słońca wschodów. Zapachu siana i słodkich truskawek. Spadających gwiazd. Co najmniej trzech.

Tyle sobie życzę, nie mniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz