wtorek, 11 czerwca 2013

oddech się uspokaja...

Nie pierwszy raz i nie ostatni wściekłam się na mężczyznę z efektem "wow!". Głęboki wdech i wydech i rzut okiem na słowa wypisane na specjalnie do tego celu zakupionej kuchennej tablicy. I już mi lepiej.

Tablica jest czarna, najzwyklejsza na świecie, wymaga kredy, szmatki i odrobiny inwencji twórczej. Może to nie było twórcze, co na niej w ostatnich dniach napisałam ale przecież zdaje egzamin. Świat staje się piękniejszy, oddech się uspokaja, nóż który nerwowo ostrzę, co by nim delikwenta pochlastać znienacka trafia z powrotem do szuflady.

To niesamowite jak wiele pracy wymaga każdy związek. Czasami wolałabym kopać rowy.

W domu wciąż chaos, zamęt i kawa rozsypana na podłodze w kuchni. Mnie w domu nie ma, Marysia co sprząta jest na wiecznym urlopie, Baltazar ma zakaz wstępu, bo łapek nie wyciera, a ja się ostatnio zastanawiałam, jakim cudem i kiedy zarobię na trzynaście kilo kawy miesięcznie, które radośnie wlewamy w siebie z mężczyzną z efektem "wow!".

Może najwyższa pora na jakąś terapię. Najlepiej rodzinną.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz