niedziela, 16 czerwca 2013

miała ręce i nogi...

Jest takie pytanie zadawane przez buddystów, które przywołuje do teraźniejszości i na które odpowiedź brzmi "niczego". Chociaż nie odpowiedź jest ważna.

Czego brakuje tej chwili? Niczego, jest idealna - pomyślałam wczoraj, niechcący znalazłszy się nad morzem. Oczywiście, że całkiem niechcący się tam znalazłam, w końcu jakby nie było, był ze mną mężczyzna z efektem "wow!". A przecież wszystko z nim zdaje się być przypadkowe, nic nawet nie może być zaplanowane.

Och tak, już do tego przywykłam. Co tam przywykłam, ja się w tym odnalazłam jak ryba w wodzie. Wprawdzie kiedyś logistyka w moim wydaniu miała ręce i nogi, a teraz ma co najwyżej splątane ze sobą macki.

Ale jaki by to nie był węzeł, wszystko daje się rozplątać. Można przy tym od czasu do czasu po prostu nie dosypiać przez trzy dni, wlewając siebie kolejne hektolitry kawy i oglądając niesamowite ilości wschodów słońca. O ile jest w czym tę kawę pić. 

Czasami nie ma. Czasami wszystkie kubki, razem z kawą, wychodzą z domu i podążają za tym z efektem "wow!". Przewodnik stada, psia krew.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz