niedziela, 23 czerwca 2013

jak długo wytrzymam...

Przezornie uciekłam z sianokosów do stolicy, zostawiając wszystko na głowie mężczyzny z efektem "wow!". Ale nie jestem pewna czy to był dobry wybór.

Po pierwsze to były trzy szalone dni, podczas których nie bardzo było kiedy spać. Po drugie w te i we wte latały piłki i co i rusz, którąś obrywałam w głowę. Po trzecie przypomniałam sobie, jak to było żyć ciągle w niedoczasie i wiecznie w biegu. No właśnie, najgorsze jest to, że podobało mi się strasznie. Nawet to, że w biegu niechcący kopnęłam się w kostkę. Mocno.

Wszyscy moi znajomi robią zakłady, jak długo wytrzymam na wsi. Chyba sama się dorzucę do puli i postawię na własną niekorzyść.

Poza tym mężczyzna z efektem "wow!" zabrał kolubrynę. W zasadzie sama nie wiem dlaczego mu ją dałam. I zaczynam się o nią martwić, bo nie widzę jej czwarty dzień.

Do najbliższego sklepu jest trzy km. Kolubryną trzy minuty, na siwym grzbiecie pół godziny. Nie to, żebym się bała, ale raczej w ten sposób nie zajadę daleko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz