niedziela, 10 listopada 2013

według planu...

Etap pierwszy, najstraszniejsza zima świata. Ogrzewanie nie zawsze działało. Czasem było tylko emocjonalne. A czasem mnie krew zalewała.

Etap drugi, najpiękniejsza choć mocno spóźniona wiosna. Częste do białego rana rozmowy i wszeochgarniające żucie siana. A i w ogóle siano, po prostu siano. I futra maści wszelakiej okupujące włości.

Etap trzeci, parzące, gorące i burzliwe lato. Spędzone w całości na zamku, na tym co żeśmy go oblegali z Harpaganami. Mury wprawdzie pozostały niezdobyte, ale fosa była niepodzielnie nasza. I wszelka trawa oczywiście.

Etap czwarty, prawdziwa złota jesień. Pełna jabłek, miłości, białej farby do wszystkiego i odkrywania teorii względności. I lepszych rzeczy w sobie. I jabłek.

To tylko wspomnienia ostatniego roku. Niesamowite, że wszystko przebiegło według planu. Planu Wszechświata oczywiście, no przecież nie mojego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz