czwartek, 7 listopada 2013

jak opętanie...

Oszalałam na punkcie drewna totalnie. Wprawdzie nie opanowałam jeszcze techniki malowania tych wszystkich drewnianych mebli, ale testy trwają.

Przeprowadzone zostały próby z pędzlami, wałkami, papierem ściernym i zachlapaną podłogą. Jutro zacznie się składanie szafek, komód, półek na książki albo nawet klatek na króliki. Niestety owiec w klatkach podobno się nie trzyma.

My moglibyśmy ewentualnie eksperymentalnie spróbować... bo mamy tego drewna jakieś nieograniczone, nieskończone ilości a pomysłów tak jakby zaledwie tylko od groma. To nic innego jak opętanie.

Tymczasem w okolicy płot już naprawiony (specjalne anty harpaganowe zabezpieczenia i atesty ma), co znaczy ni mniej ni więcej, że żadnych zwierząt migracji więcej nie będzie. Chyba że z zewnątrz do wewnątrz, naprawdę nie wiem czemu tak wiele stworzeń chce ze mną mieszkać.

Czy ja dawałam jakieś ogłoszenie, że przyjmę na zimę współlokatora? A nawet jeśli to czy mówiłam już, że nie może rechotać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz