czwartek, 14 listopada 2013

sześć do siedmiu...

Każdy ma gorsze dni. Ja też. Raz na dwa miesiące cały świat się powinien przede mną skryć, bo tak.

Mam prawo tego dnia rzucać wszystko, palić mosty i odrzucać najbardziej realne i dopracowane plany. Mam prawo grozić przemocą i szantażować. Co z tego, że nie potrafię, zawsze przecież mogę próbować.

Problem polega na tym, że mam w tym wszystkim za małe doświadczenie. Z drugiej strony szybko się uczę, ale jakoś wyjątkowo okoliczności mi nie sprzyjają. I za mało powtórzeń robię, tylko sześć do siedmiu w roku.

Na razie ograniczam się do... zostaw mnie i nie dotykaj, bo, bo, bo... bo coś tam i na pewno tego pożałujesz, ty, ty... złoczyńco, czy jakoś tak.

No i jedyną reakcją jest dzika radość złoczyńcy, ale nadejdzie taki dzień, że dopracuję te słowa. A on pewnie umrze wtedy ze śmiechu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz