piątek, 22 marca 2013

na podwórku mieszka kot...

Dzisiaj spotkało mnie całe zło tego świata. A za całe zło uważam wszelkie niespełnione obietnice.

Wszystkie takie parszywe obietnice oczywiście wybaczam. Ale nie zapominam. Nigdy. Taką mam straszną pamięć, że co do dnia i do godziny i co do słowa potrafię je sobie przypomnieć w nocy o północy i nawet z samego rana.

Ale ja nie o tym chciałam. O kolejnych wiejskich lokatorach warto byłoby wspomnieć choć słowem. Na strychu mieszka kuna, prawdopodobnie domowa. Po tropach tę kunę poznacie. I po hałasie i bezczelności.

A na podwórku mieszka kot. A raczej leży. Leży już tak czwarty miesiąc zdaje się, ale futro wciąż ma puszyste, naprawdę nieźle się trzyma.

To najlepsza wersja kota jaka mogła mi się przydarzyć. Innej bym nie zdzierżyła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz