czwartek, 28 marca 2013

furia w najczystszej postaci...

Furia w najczystszej postaci jest okropna. Może być paraliżująca albo kreatywna. Wczoraj spotkała mnie ta pierwsza.

Utuliłam ją do snu horrorem Kinga. W ogóle się nie boję tych jego horrorów. Są mocne jak pierwsza czarna poranna kawa, są długie jak letnia upalna trasa na drugi koniec świata, są cudowne i ohydne zarazem. Mam ich kilka na wszelki wypadek.


Dzisiaj furia wciąż we mnie trwa, ale w tej lepszej wersji. Ale niech świat się tu lepiej nie pojawia na wiejskiej ziemi.

Niech się też nie pojawia mężczyzna z efektem "wow!". Też wszelki wypadek.

Ten sprawca furii w najczystszej postaci znaczy się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz