nie o kotach...
Koję się jazzowymi i swingowymi dźwiękami. Rozmyślam trochę nad przeszłościami. Ale rachunek zysków i strat jest całkiem prosty. Totalnie in plus.
Jestem też na etapie układania się z Wszechswiatem nocami. Negocjujemy. Stawiamy. Na ostrzu noża, to czego ja chcę, a co on dla mnie zaplanował. Trochę się czasem boję, że kolejne rozczarowanie, następny test czy wyzwanie. By sprawdzić, czy jestem silna. Albo chociaż w szaleństwie stabilna. Problem w tym, że ja już nie chcę sprawdzać.
Nie po to się odsłoniłam, nie po to odkryłam wszystkie karty, żeby teraz mnie testowano. Żeby mnie na poważnie nie brano, jak za dawnych lat. Ja wcale nie chcę wykonywać tych wszystkich męskich zadań, do których życie mnie zmusiło swego czasu. Nie będę też śmigać w sukienkach z atlasu. Mam ten szaleństwa w oku błysk w końcu po coś.
Aby łamać konwenanse. Rozwodzić mężczyzn, bo po to są romanse. Nad ranem wstawać i wpatrywać się w prawdziwy las. Wytracać w ten sposób ponoć bardzo cenny czas. Żyć jak nikt, na końcu świata, bez internetu, ale z kotami, które sie złażą ostatnio coraz większymi stadami. Mimo, że mam chłopaka. Bezczelne są, ale ja nie o tym. Nie o kotach są w końcu koty za płoty.
Ale o życiu z percepcją, która nie zna granic. I o głosach w głowie. I o każdym słowie, które zapadło mi kiedykolwiek w sercu. Splatam je sobie na zawsze w tym kobiercu.
P.S. Lepiej się czyta z tym w tle, bo to się tańczy, to się całą sobą chce: https://music.youtube.com/watch?v=OaZQd2Ka1d4&si=PorZJJ5cB-gIB6Gv
Komentarze
Prześlij komentarz