konie rżą...

 Ty nie jesteś osobą, która się raz na milion zdarza. Bo Ty mi się ciągle przydarzasz. Codziennie, co rano, co noc. Na każde dzień dobry i na dobranoc.

 Ty nie jesteś osobą, której sie nie ufa. W Ciebie się wierzy, Ciebie się własną miarą mierzy. I okazało się, ze pasujesz jak pierwsza jaskółka wiosną do nieba. Banalnie jak masło do chleba. A jeśli sto dwadzieścia siedem koni galopuje, gdy mnie do siebie tulisz, całujesz i te wszystkie konie rżą, to on! To ja nie mam pytań. Mam pewność.

 Nie byłam nigdy najłatwiejszą osobą. Byłam owcą. Czarną. Byłam smutkiem, byłam radością, stanęłam nawet komuś w gardle ością. Nie raz. Ale Tobie nie stanę. W Tobie znalazłam ukojenie, poczułam serca drżenie, zobaczyłam dom. Jesteś jak skała, jedyna moja stała, ostatnia prosta.

 Ja do tej miłości zwyczajnie dorosłam. Musiałam. Dwadzieścia lat temu moglibyśmy nie unieść sie wzajemnie. Trzynaście lat temu patrzyliśmy w inną stronę. I jeszcze mnie nie było we mnie, tej całej, kompletnej, szalonej. Nie znalazłbyś mnie lub nie pojął wcale. Prawda, kochanie?

 Ale mamy teraz siebie. Mamy jutro. I resztę naszego życia. A ja nie mam przed Tobą już nic do ukrycia. Tylko do stracenia.


P.S. Lepiej sie czyta z tym w tle. I jesteś mi nie tylko miłością, ale i przyjacielem: 

https://music.youtube.com/watch?v=bWPOLL_Rr8U&si=RTZ3zXYO-YDrpFNW

 

Komentarze

Popularne posty