czwartek, 20 listopada 2014

okoliczne ostępy leśne...

Dwa dni i noce dwie, co to w ich czasie wrzało, gorąco było i śmiać się chciało. Miało być ich więcej, ale to następnym razem. W każdym razie wrażeń na kolejne zimniejsze noce i wspomnień mam od groma.

Pięćdziesiąt godzin radości. Nawet Zu się w głos śmiała, niesiona leśnym duktem na pomost, nad jezioro. Do tego był potrzebny mężczyzna z parasolem, bo po pierwsze, to jest nasze, to co mamy i niech świat na razie nie widzi, a po drugie Zu waży prawie siedem kilo. 

No to przecież tak jak mówiłam, jak pisałam i przewidywałam. Jesień pełna miłości, skrzynek na jabłka i siana. Jak rok temu czy dwa. Ale i też trochę znienacka. A właściwie wcale.

No i kolubrynę na przebieżkę wzięliśmy, zwiedzić okoliczne ostępy leśne. I uroczyska. I och, jak uroczo nam było i silnik był ciepły i drżał.

A na koniec spojrzał mi w oczy i powiedział, że właśnie w takim mnie lubi makijażu. A właśnie nie miałam wcale makijażu, nie miałam nic a nic. Po prostu wow!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz