przed zmrokiem...
Byłam w puszczy, w lesie się zgubiłam. Na most nie dotarłam, trochę się zmęczyłam. Nie zdążyłam przed zmrokiem przejść tej całej drogi.
Patrzyłeś na mnie gdy tak szłam, gdy błądziłam i gdy się stapiałam z tobą nocami. Czy życie mogłoby być piękne, gdybyśmy chociaż raz z siebie zrezygnowali? Czy umiałbyś oddychać, dotykać własnej duszy, czy jeszcze dałbyś radę codziennie pranie czyste suszyć?
Czy byłbyś umiał żyć i musiał się znowu z Wszechswiatem układać? Próbował przetrwać, zacisnąć zęby i nie wyć z bólu, z tęsknoty. Czy przewidywałeś kiedys tak brudne koty? I czy to co ja mówię, to już zbyt wiele, czy jednak tak niewiele chciałam. Znów przetrwam, już tyle razy przecież to przetrwałam. Tylko po co?
Bo miłość ma gorzki smak, kiedy się oddalamy. I niedorzecznie słodki, gdy znów zbliżamy. Ale może ma ona tylko zapach dwóch sobą nienasyconych ciał. Ja w tobie, ty we mnie. I szał, dziki szał.
I rozbiegły się konie, bez skutków, przyczyny i w sumie bez powodu. Mogły biec z miłości, one nie biegają z głodu. Już nie.
P. S. Bo wiesz. Lepiej się czyta z tym w tle:
https://music.youtube.com/watch?v=lLHmJOQLtnI&si=gnlShIn0wZod3w57
Komentarze
Prześlij komentarz