jedno słowo...

 Gdy mi się ogień z trzewi wymyka. I płonie jak żywy. Gdy pożar trawi jakąś część mojego istnienia. 

 Czy to coś znaczy, czy to coś zmienia? Czy rozwiana blond grzywka już nie ma znaczenia? Lub obłęd w oczach. Przepalające się styki i na postronku nerwy. A podobno nie tędy droga. Doprawdy?

 Jedno słowo. Pożoga. Jedna misja. Nie ma nic piękniejszego niż spalony krajobraz i po nim zgliszcza. W kwietniowym poranka momencie blondynka na życiowym zakręcie. Chociaż może już nie, kto wie?

 Możliwe, że przystań znalazłam, do której zawinąć zamierzam któregoś dnia. Nie dziś i nie jutro. Ale też i nie wczoraj. To nigdy się wcześniej nie zdarzyło. A przecież płonęło. A przecież paliło. Do szpiku kości. Dusiło. Gryzło.

 Spłonęłam już w życie tak wiele. W płomieniach niejedną nadzieję. I jakieś serce czy duszę. Kusiłam tym ogniem, ale już nie kuszę.

Nie muszę. Płonę.


P.S. Lepiej się czyta z tym w tle. Z tym tekstem:

https://music.youtube.com/watch?v=q8yP07nNqsM&si=0WLx5rk8yyifUzwc

 

Komentarze

Popularne posty