łabędzie serce...

 Nie zawsze panuję nad sobą. Nie zawsze umiem ugryźć w język się. Ale wbrew wszelkim pozorom, ja wciąż jestem tylko człowiekiem.

 Mam wady, nawet kilka. Łabędzie serce i spojrzenie wilka. Pamięć, co nie zawodzi, nawet gdy próbuje. I gen ratownictwa w DNA zapisany głęboko. Latam, gdy mogę, naprawdę unoszę się wysoko. A potem spadam, z piedestałów na ziemię, upadam nisko. Czasami odchodzę daleko, a innym razem pozostaję blisko. Wciąż.

 Nie mam nad tym kontroli, chociaż nie raz nad wszystkim mieć próbowałam. Nie było po co, ale walczyłam. Tak sobie swoje życie wtedy wymyśliłam. Że będę w młodniku niczym sarna sobie żyła. Bez wpływu na otoczenie, na nikogo, bez oczekiwań, bez manipulacji brudnej niczym leśniczego serce. Co utrudniać chciał życie sarence. Nie raz.

 A potem przyszła rzeczywistość i Wszechświat zastał mnie w fotelu samą. I nagle mieli na mnie wpływ Ci wszyscy ludzie, którzy za mną byli. Zabiegali. Walczyli. Oraz jeden, taki, który spojrzał mi w oczy raz, ale za to jakim wzrokiem. Ja wpływam na Ciebie, a Ty jakoś tak, nie wiadomo jak. Ale robisz mi. 

I dzień i noc i następne miesiące. I kolejne lata. Bo mój los wziął się z Twoim. Zaplątał. Posplatał.


P.S. Lepiej sie czyta z tym w tle, nawet gdy światło nagle milknie:

https://music.youtube.com/watch?v=mihKr4dDr0Y&si=jF1ajtV0cBPA2oWG


 

Komentarze

Popularne posty