z roztopami...

 Dopiero w związku z Wszechświata ogromem, który nocą znów przychodzi do mnie. Dopiero przy nim czuję, że już nie wiem nic. Nie obejmuję. Sercem, przecież nie rozumem.

 Słał mi Wszechświat kłody pod nogi, dźgał w plecy dla hecy. Dla zabawy. A ja pośród burzy wrzawy szłam w to, nigdy się nie bałam. Nie walczyłam, nie szlochałam. Byłam niczym czołg lub taran. Nie do zdarcia.

 Ale ja nie o tym chciałam. Zelżał mróz, stopił śnieg i spod lodowej pokrywy wyszły zmęczone zimą rośliny. We mnie też serce zmiękło, tak jakby wraz z roztopami. Nie jesteśmy kim byliśmy, nie jesteśmy. Tacy sami.

 Nie jesteśmy też tak całkiem znowu inni. Zatopieni w swoich oczach, zamyśleni lecz uważni. Nikt mi tego nie dał wcześniej, ja nikomu też nie chciałam. Być pisana, być na zawsze. Cudów nie obiecywałam.

 Żyję dziś w nieokiełznanym pędzie, Ty dobiegasz mnie i łapiesz. Raz za włosy, raz za rękę. Kiedyś może nawet Tobie. Coś przyrzeknę? Coś na amen.

P.S. Lepiej się czyta z tym w tle, gdy ja w odmęty absurdu brnę:
https://music.youtube.com/watch?v=5xW9e_kJ99U&si=7b_64JWLpLUehbMG


 
 
 

Komentarze

Popularne posty