wciąż mi mało...
Nie wszystko jest zawsze tak, jak być powinno. Nie zawsze życie układa mi się z włosem. I chociaż na co dzień jest jednym wielkim sztosem, bywają też momenty, gdy czuję, że nie wytrzymam ani chwili dłużej.
Ale to nie to, to nie ja, to układ nerwowy, który wszystko pamięta. Który po traumach się składał powoli, od nowa uczył, pewnych zachowań wyrzekał. I bycia ofiarą. Nigdy. Bo nie ma we mnie takiego stanu. Ja tylko do przodu brnę wbrew przeciwnościom losu. Unikając walki i boże broń, patosu. Przynajmniej chciałabym, staram się.
Zawsze. Dziś żeśmy taką rozmowę prowadzili właśnie, że będziemy się starać, choćby nie wiem co. Bo to jest warte, bo to jest żywe, nie martwe, bo to jest coś. Co się rzadko komu zdarza. On patrzy na mnie, a ja rozumiem energię, czuję słowa, na każdą emocję też jestem przy nim gotowa. On mi zrobił coś takiego w głowie, co się jeszcze nikomu nie udało.
I mało mi go, wciąż mi mało. Tymczasem Wszechświat się przysiadł na drugim fotelu i nie dowierza. Nie to, że mu się zwierzam, przecież on i tak wszystko wie i jak na moje to jednak jego dzieło. Żaden przypadek. Były znaki. I pyta z przymrużonym okiem, co bym z nim zrobiła, gdybym go miała już teraz na co dzień? Gdzie zakopałabym ciało?
W lesie moim, no bo gdzie. Ale to prawdziwe pytanie? Bo widzisz, ja wątpię, żeby to sie zdarzyć jeszcze miało, gdy ciało w ciele się tak na zabój było zakochało.
P.S. Lepiej się czyta z tym w tle. Nie zastrzelę Cię. Nigdy:
https://music.youtube.com/watch?v=pqk11dFJc_g&si=_az5TcvIflB4tFOp
Komentarze
Prześlij komentarz