środa, 31 sierpnia 2016

żeby wszystkie mięśnie drżały...

Czasem znaki na niebie i ziemi nie wystarczą. Czasem przejechać się trzeba razy trzy. Albo mercem po oblodzonej drodze czy Harpaganem po rżysku. Lub sprzeniewierzyć się.

Czasem to tylko etap, a czasem początek i koniec, koniec i początek. Bo kto to wie. Chwytam drżącą ręką literkę spływającą prosto z mózgu, przez klawiaturę przelewam się. Wyobrażam sobie nic. I wszystko też.

Pomachałabym siekierą, wpadłabym w znany pracy fizycznej rytm. Nie wiem kto ma drewno na zimę do porąbania, ale słowo daję, dowiem się. Nie mogę tak wiecznie w miejscu stać, bo nawet stojąc w miejscu, można zgubić się.

W tle Marilyn Manson namawia do rozpusty, z drugiej strony Stachura cierpi z miłości, że aż się chce, tej siekierezady chce, w każdym możliwym kierunku. I strzelać z łuku. Z 40 funtowego. Żeby wszystkie mięśnie drżały. Naraz.

Poza tym wszyscy zdrowi, czemu nie. Patrzymy na siebie wilkiem z mężczyzną z efektem "wow" i dochodzimy do konsensusu. To musi być miłość, jak nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz