piątek, 5 lipca 2013

z siana w głowie...

Mój wzór cnót wszelakich i źródło pozytywnej zazdrości, Julia z odległej wsi, wywróżyła mi kiedyś śmierć z przepracowania. Coś w tym jest.

Ujęła to tylko innymi słowy "jak pójdziesz kiedyś na urlop, to umrzesz". I miała rację. Źle znoszę wszelkie nieplanowane przestoje, cały ten zmarnowany czas. Warczę na wszystkich, włącznie z mężczyzną z efektem "wow!". On warczy na mnie z tego samego powodu. Albo z innego, kto go tam wie.

W każdym razie chyba spędzamy ze sobą za dużo wolnego czasu. Po pierwsze, wcale tego czasu nie mamy. Po drugie ten czas skądś się wziął. Zazwyczaj z dezorganizacji i chaosu. I z siana w głowie zamiast mózgu.

Po trzecie upał daje się nam wszystkim we znaki. Ja mam ochotę mdleć i padać jak mucha. Ten zaś mi wmawia urojone ciąże. Mnogie, bo co kilka dni kolejną.

Nie wiem dlaczego, ale moje związki wydają się być prostsze, w niewielkim oddaleniu od mężczyzny. Takim, ja wiem, co najmniej 300 kilometrowym?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz