piątek, 12 lipca 2013

siłą woli i charakteru...

Sianokosy, sianokosy i wściekłe telefony. Ludzie nie bardzo chcą zrozumieć, że nie czas na rozmowy, że to jest emergency, kiedy nad nami kotłuje się burzowa chmura, a na polu setki kopców siana.

I to nie moja wina, że inni mają normalną pracę, a ja mam takie nie wiadomo co. Że pokątnie i prawie chyłkiem pracuję przy komputerze. W przerwach pomiędzy karmieniem, jeżdżeniem i maltretowaniem Harpaganów. I pomiędzy sianokosami.

W ogóle ludziom się wydaje, że to moje życie na wsi to jakieś wielkie nieszczęście i zesłanie za ciężkie grzechy jest. Nic podobnego. Sama to sobie zrobiłam i do tej pory nie żałuję. Jestem dzielna, samodzielna i niezależna jak kot. Czasem się tylko łaszę o jedzenie.

W dodatku krew mnie zalewa dosłownie od trzech dni. Pewnie te burze nad naszymi głowami wywołuję sama. Siłą woli i charakteru.

Powinnam się uspokoić, wziąć głęboki wdech albo ja wiem, jakąś kąpiel czy butelkę wódki. I tę butelkę rozbić komuś na głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz