wtorek, 16 lipca 2013

to szaleństwo...

Rolnictwo to nie jest jakaś nowość w mojej rodzinie. Mam takie różne wspomnienia z dzieciństwa. Siano, grabie, stodoła, ziemniaki, snopki owsa i koń.

W tym roku dorobiłam się już nowych wspomnień i wrażeń. Po pierwsze mężczyzna z efektem "wow" preferuje rolnictwo eksperymentalne. Ciekawe, czy damy radę to wszystko sami ogarnąć? Ciekawe, czy jak wjedziemy sąsiadom na podwórko z sianem to pozwolą nam je zostawić w ich stodole? Ciekawe, jak długo po nocy da się zbierać suche siano?

Bardzo ciekawe. Najciekawsze jest to, że prawie w ogóle nie pracujemy za dnia. To znaczy większość znanych mi rolników pojawia się na polu o 6 rano, a o 18 już kładzie się spać, czy jakoś tak, z kurami. Oprócz nas. My właśnie wtedy wyłaniamy się z widłami.

Po drugie ja śledzę pogodę stale i z dokładnością do 15 minut przepowiadam deszcz. On za to woli ją raczej zaklinać. Ja łapię pole na polu i sprawdzam serwisy pogodowe w komórce. On pokrzykuje na innych "ognia! zdążymy przed tym deszczem!".

Ostatecznie jestem z niego bardzo dumna. I zawsze mi się podobało to szaleństwo w jego oczach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz