poniedziałek, 13 maja 2013

nie robiliśmy nic...

Przez cały weekend nie robiliśmy NIC z mężczyzną "wow!". To znaczy on robił nic, a ja nadzorowałam. I mierzyłam czas.

I nie było w tym żadnej złośliwości, nic a nic. Ot, takie tam wiejskie rozrywki. Praca w polu, na świeżym powietrzu i ze zwierzętami. NIC trudnego i NIC czasochłonnego. Za to bardzo zdrowo.

W ogóle wiejskie powietrze bardzo zdrowe jest. Harpagany, przy których nie trzeba robić nic, tyją z tego powietrza i jakąś taką dobrą aurę mają.

I wszystko się jakoś układa tak całkiem dobrze. Samo się układa. Tylko szkoda, że ja w to wciąż nie wierzę. Staram się bardzo, ale mimo wszystko to wszystko wydaje się być nierealne.

Ja wiem jak to urealnić. Ale się bardzo bardzo boję. Tak bardzo, że się nigdy nie przyznam, że w ogóle się tego boję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz