sobota, 4 maja 2013

mężczyźni mojego życia...

Mężczyzna z efektem "wow!" do szału doprowadza moje zmysły! Wszystkie. Codziennie.

Zwłaszcza ten jeden zmysł, który odpowiada za utrzymanie minimum porządku w wiejskiej posiadłości. Ojjj drażni on ten zmysł i wystawia na próbę. Na próby. W zasadzie cały czas.

Ma szczęście, że jakieś zalety też posiada. I że ja mam dobre oko i w tym całym bałaganie jednak je dostrzegam. Bo na przykład świetnie robi kawę, chociaż trochę przy tym ją rozlewa. I bosko się prezentuje bez koszulki, choć później porozrzucane ubrania po kątach trzeba zbierać. I niesamowicie radzi sobie ze wszystkimi narzędziami, mimo że mus go później opatrywać.

W ogóle ostatnio nie mogę narzekać na brak męskiego towarzystwa. No bo oprócz mężczyzny z efektem "wow!" we włościach na stałe są trzej inni. Jeden, delikatny niczym kula armatnia, drugi włamywacz i kombinator, jakich mało i trzeci, wiecznie zamaskowany w kolorze otoczenia. 

Mężczyźni mojego życia... I niech ich szlag, bo żaden się wyspać nie daje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz