niedziela, 19 maja 2013

kradziony bez...

Harpagany miały dużo pracy przez cały weekend. Wszystkie trzy trafiły w końcu w kierat i oficjalnie oraz publicznie przestały być darmozjadami.

Mężczyzna z efektem "wow!" został za to zesłany na ciężkie roboty domowe za wszystkie ubytki i uchyłki w pracy przy harpaganach. Zamiatanie, gotowanie i odgadywanie moich myśli na zawołanie. Pomagałam mu zresztą bardzo, marszczyłam czoło i wymownie spoglądałam w odpowiednim kierunku. Na przykład w kierunku kurzu.

Pozostała mu jeszcze kolubryna zdziczała i zapuszczona w wiejskiej rzeczywistości. Wprawdzie na piśmie zobowiązał się do ogarnięcia jej do dnia dzisiejszego, do północy, ale zostało mu to odroczone do jutra. Ostatni raz odroczone. I okupione kradzieżą bzu.

Chociaż żadnej zuchwałej kradzieży też jeszcze nie dokonano, bo kradziony bez, zdaje się, również odroczony został. Nawet nie wiem kiedy!

I naprawdę nie wiem jak on to robi, że mi się cierpliwość nie kończy. To chyba przez ten cholerny efekt "wow!".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz