szeptem raciczek...
W wyschniętej kałuży zanurzyłam twarz na sekund trzy. By ocucić się mógł lęk i marazm. Drżenie.
To gorące, zaspane pragnienie. Być w drodze, trwać i wiecznie gdzieś zmierzać. Ślady w liści brzmieniu na gałęziach wieszać.
Już nie sama, nie wolna, ale i nie szybka. I nie cicha, głośna. Niczym sarna w lesie. Szeptem raciczek pogłos się niesie. Myśli przemykają ścieżkami.
Między Tobą a mną. I między nami. Wplatając tylko jedno słowo, zdanie. Zmierzając ku sobie i pędząc w nieznane.
Od słońca wschodu do zachodu. Nocą. Kiedy wilki uroczyście do księżyca zawodzą.
P.S. Lepiej się czyta z tym w tle. Neon lanes and acid raines.
https://music.youtube.com/watch?v=z7Grs6IYnMM&si=ET1iwiNzbqzLqpaj
Komentarze
Prześlij komentarz