spojrzenie...

 Czas zagiął przestrzeń, by Wszechświat się wtopić mógł. Bezbrzeżnie w każde drzewo, w las. Bo nie ma już tych światów, gdzie by nie było nas.

 W których się sobie żeśmy nigdy nie zdarzyli. Gdzie nas na obiad samotnością raczyli. Dzień w dzień.

 Nie ma już takich rzeczywistości, krajobrazów przepastnych przepełnionych tęsknotą. Są tylko te ścieżki, co prowadzą nas nocą. Na manowce, na krawędź i brzegiem urwiska. Gdzie za rękę byś mocniej musiał mnie ściskać.

 Wplotłabym więc nogi we wszystkie załamania. Otuliła ciszą albo wyszeptała.

 Kilka słów, jakiś ruch. Stęsknione spojrzenie.

 Nasyconych ciał drżenie.

 

 

Komentarze

Popularne posty