sobota, 4 marca 2017

prosto z moich snów...

Dostałam dziś okrutnie ważną lekcję od Wszechświata. I kupiłam kolubrynę.

I odwiedziłam miasto doznań i doznałam objawienia. Spacerowałam w oparach radości, z Ericiem Claptonem rozbrzmiewającym w mojej głowie. Ach te jego riffy, czy jak to się tam nazywa. Whatever.

I kosztowało mnie to tylko parę groszy, dosłownie kilka setek. Teraz czas na remont. Lakier, czyszczenie, elektryka, trochę szpachli tu i ówdzie. Panel do klimatronica, zaślepka do zderzaka, nowa stacyjka i klucze. I kupno szminki w kolorze nowego auta. Bo buty w podobnym odcieniu przecież już, wiadomo, mam.

Tymczasem muszę wziąć trochę na wstrzymanie, ale to plan tylko na niedzielę. Od poniedziałku znowu w karuzeli wrażeń i spełniania marzeń.

Bo znów jestem sobą. Znów mam samochód prosto z moich snów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz